28 dni - tyle trwa proces regeneracji skóry. Dokładnie tyle, a nawet więcej czasu otrzymał ode mnie krem Bioderma Hydrabio Crème - krem, który jest nowością na naszym rynku, a który osobiście mam chęć mianować nazwą „krem do zadań specjalnych”.
Opakowanie
Skoro to Crème to nie spodziewałam się cudów po opakowaniu - niewielki kartonik, a wewnątrz niebieski słoiczek z białym wieczkiem i szpatułką do nakładania kremów. Jak dla mnie strzał w 100%, gdzie sama szpatułka zajmuje 50% z całej oceny, ale jest jedna rzecz, która mnie lekko irytuje, a z drugiej strony widać ją gołym okiem więc tutaj podziękowania dla producenta za szczerość - przez niebieski plastik możemy dostrzec ile tak na prawdę zawartości zajmuje krem.
Skład
Dawno nie spędziłam tyle czasu sprawdzając składnik po składniku produkt, jak w tym przypadku. Niepokoi mnie składnik znajdujący się na samym końcu składu, czyli substancje zapachowe, które mogą uczulać. Troszkę mnie zaniepokoiła obecność Polysorbate 60, co do którego słyszałam różne opinie. Ale koniec końców skład nie należy do najgorszych.
Działanie
Według zapewnień producenta produkt ma nawilżyć skórę. Wykorzystano tutaj patent Aquagenium, który ma za zadanie nawilżyć wszystkie warstwy naskórka, a nie zadziałać powierzchownie. Składniki, które podkreśla producent to witamina PP, E oraz wyciąg z pestek jabłek. Krem zawiera również kwas salicylowy, który ma za zadanie zrobić porządek z martwymi komórkami - brzmi jak bajka? Na całe szczęście w tym przypadku zapewnienia producenta mają odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Krem ma bardzo bogatą formułę, jednak osobiście odnoszę wrażenie, że nie jest to wybór na lato - wydaje mi się zbyt ciężki jak na letnią porę. Na 100% przyda się w pielęgnacji na czy po zimie. Posiadam cerę mieszaną, miewam problemy z nadmiarem sebum oraz suchymi częściami twarzy - nakładałam krem rano i wieczorem, głównie na suche partie twarzy i różnica jest zdecydowanie widoczna - cera jest o wiele lepiej nawilżona w tym problematycznych miejscach. Szczerze mówiąc mam ochotę wypróbować ten produkt zamiast balsamu do skóry z nadzieją, że kwas salicylowy zadziała na moją zmorę czyli blizny i przebarwienia po reakcjach alergicznych. W tym przypadku nie miałam problemu z reakcjami na składniki, nie odczułam podrażnienia bądź szczypania. Zapach produktu jest lekki, jednak intensywniejszy niż inne produkty Biodermy jakie miałam szansę wypróbować.
Osobiście produkt uważam za bardzo dobry, świetnie sobie radzi z cerą suchą oraz odwodnioną. Zdecydowanie jest to produkt do regeneracji skóry po zimie. Cena, jak to w przypadku biodermy nie powala, w pozytywnym tego słowa znaczeniu - ceny w internecie mieszczą się w przedziale 54-60 zł, czego spodziewałabym się po nowym produkcie. Opakowanie zawiera 50 ml. Czy jest to produkt wart swojej ceny? To już zostawiam Wam do oceny.